O autorze
Dziennikarka i japonistka, absolwentka UW i University of Oxford, była londyńska korespondentka „Dziennika Polska Europa Świat” (2007-2009). Obecnie analityk polityczny w think tanku Instytut Obywatelski. Od czasów pierwszej wizyty w Japonii w 2001 roku, apodyktyczna fanka wszystkiego co japońskie.

Krym stracony, ale Putin nie posunie się dalej

Dla wszystkich stron ukraińskiego konfliktu świat niedługo stanie się gorszy – z dr. Bartłomiejem E. Nowakiem rozmawia Aleksandra Kaniewska

Aleksandra Kaniewska: Co świat może zrobić w sprawie zajęcia Krymu przez Rosję?



Bartłomiej E. Nowak: Nic. Uważam, że Krym jest już stracony. Nie wyobrażam sobie, że wojska rosyjskie będą chciały się wycofać. Nikt ich do tego nie zmusi. Uda się co najwyżej wysłać misję OBWE, ale będzie ona dysponować bardzo ograniczonym mandatem. Poza tym Rosja jest członkiem OBWE.

Wkrótce Krym przegłosuje w referendum rozszerzenie autonomii. Zachód poczuje ulgę, że to przecież nie oznacza jeszcze aneksji na rzecz Rosji. Dla Zachodu liczyć się będzie, że wojna nie rozlała się na inne części Ukrainy. I że ta jest w jednym kawałku.

Putin nie posunie się dalej?

Uważam że nie. Zrobi wszystko, aby Zachód myślał, że takie zagrożenie istnieje. Ale koszty ekonomiczne inwazji i okupacji Ukrainy byłyby dla Rosji zbyt wysokie. Poza tym, mimo obrzydliwej propagandy, w Rosji nie ma specjalnie wysokiego poparcia opinii publicznej dla wojny. Dlatego Putin poprzestanie na Krymie. Zdobycie całej Ukrainy nie jest jego głównym celem.

A co nim jest? Popularne są porównania do sytuacji z 1938 roku.

Mechanizmy są podobne, jednak motywy – inne. Cel Rosji jest dosyć ograniczony. Za wszelką cenę zawrócić Ukrainę z drogi na Zachód. Ukraina zmierzająca do UE jest wyzwaniem dla całego systemu polityczno-gospodarczego Rosji. A uosobieniem tego systemu na Ukrainie był Janukowycz, który musiał się do Rosji ewakuować.

Nawiasem mówiąc, trochę bardziej niuansowałbym te porównania z końca lat trzydziestych XX w. Reżimy totalitarne były przecież efektywne w tych miejscach, w których ludność lokalna z nimi współpracowała. W przeciwnym wypadku koszty ekonomiczne okupacji okazywały się znaczne. Tam zaś gdzie występował opór, reżimy totalitarne stosowały terror, lecz dziś jest to wykluczone. No i Rosja nie jest totalitarna. Innymi słowy, nie ma szans na zajęcie Ukrainy. Natomiast jest spora szansa na jej anarchizację poprzez „federalizację”.

Co to oznacza?

Że Rosja będzie faktycznie kontrolować tylko Krym. Ale bardzo aktywnie wpłynie w przyszłości na politykę Ukrainy. W kilku prorosyjskich regionach na wschodzie kraju ogłosi się chęć poszerzenia autonomii. Inaczej mówiąc, Putin wznieci pożar na tym obszarze.

Dla rządu centralnego oznacza to dramatyczny problem; on musi grać o jedność państwa. Ta sytuacja zablokuje także możliwość wejścia Ukrainy do UE, bo Ukraina nie będzie w stanie tego uczynić bez ryzyka rozpadu. Unia Europejska oczywiście też nie zechce podjąć ryzyka negocjacji z państwem tak kruchym. W tej sytuacji Putin osiągnie swój cel. Podobnie jak osiągnął go w przypadku Gruzji.

Czy temu scenariuszowi Zachód może przeciwdziałać?

Nie ma takiej woli. W kategoriach bezpieczeństwa jakiekolwiek poważniejsze ruchy mogą podjąć głównie Stany Zjednoczone. Wiadomo zaś, że tego nie zrobią. Nikt w USA poważnie nie bierze takiej możliwości pod uwagę. W kategoriach ekonomicznych poważniejsze ruchy może wykonać tylko Europa. Ale też już wiemy, że tego nie zrobi.

Nie będzie zamrożonych kont oligarchów, bo interesy londyńskiego City są ważniejsze. Nie ma co liczyć na poważniejsze sankcje gospodarcze, bo niemiecki biznes za dużo ma do stracenia. Francja z kolei bez ogródek stwierdziła, że nie widzi powodu, aby przerywać współpracę z Rosją, jeśli chodzi o eksport ich okrętów Mistral.

Co z G8?

G8 będzie miało lekki przestój, co dla Rosji nie jest już nowością. A i tak na świecie liczy się nie G8, a G20, gdzie żadnego ruchu nie było. Parę ekip sportowych nie pojedzie naparaolimpiadę, ale to najboleśniej odbije się na niepełnosprawnych sportowcach. Może wstrzymany zostanie eksport broni do Rosji, ale to akurat najmniejszy problem. Można go spokojnie obejść przez „bratnie republiki”. No i oczywiście zakaz eksportu broni nie będzie dotyczył produktów istotnych, czyli np. Mistrali. Poza tym Unia zawiesi rozmowy o liberalizacji wizowej, które i tak nie wykazywały ostatnio żadnego postępu. Podobnie stanie się z negocjacjami na temat porozumienia o współpracy (tzw. PCA), które od 2007 r. nie posunęły się do przodu ani o krok.

W Stanach Zjednoczonych za dwa lata władzę obejmie nowa administracja, a ta tradycyjnie już ogłosi politykę resetu, czy jakiegoś nowego początku z Rosją. I wszystko wróci do normy.

Dosyć mroczna wizja. Czy da się nałożyć skuteczne sankcje przeciwko Rosji?


Oczywiście, że się da. Krótkoterminowe i długoterminowe sankcje może skonstruować Europa. Przede wszystkim gospodarcze, ze szczególnym uwzględnieniem energetyki. Ale nie po to przecież budowano nieopłacalny ekonomicznie Nord Stream. Europa nie chce poważnych sankcji, a państw UE bezpośrednio zagrożonych konfliktem, czyli graniczących z Ukrainą, jest za mało, bo tylko cztery. Premier Tusk ujął to w cudownie delikatnej formule o „innej wrażliwości” pozostałych partnerów z UE.

Gdyby USA zdecydowały się na zniesienie zakazu eksportu swojego gazu łupkowego i LNG, byłoby to strategicznie znakomite posunięcie. Uderzyłoby w główne źródło dochodów rosyjskiego budżetu. Ale dla USA ze słabym prezydentem, podzielonym Kongresem i zbliżającymi się wyborami to zadanie niewykonalne.

Kto jest w tej rozgrywce największym przegranym?

W takiej sytuacji wszyscy przegrywają. Rosja już poniosła ogromne straty ekonomiczne i polityczne. Niektórzy mówią, że to początek końca Putina. Nie byłbym taki pewien. Profesor Brzeziński przekonany jest, że w Rosji rodzi się społeczeństwo obywatelskie, czego dowiodły ostatnie wybory prezydenckie. Chciałbym, aby miał rację. Tyle że w historii Rosji nigdy nie zdarzyła się jeszcze oddolna modernizacja. Ona była albo narzucana odgórnie, jak europeizacja za Piotra I, albo poprzez rewolucję, albo poprzez ekspansję terytorialną.

Na razie państwo Putina jest chronicznie niezdolne do zmian w kierunku nowoczesności. Proszę zwrócić uwagę, w jaki sposób tworzono rosyjską „dolinę krzemową” za prezydenta Miedwiediewa: za pomocą prezydenckiego dekretu. Nic z tego nie wyszło. W Ameryce wszyscy się teraz zastanawiają, co się stało że utraciliśmy Rosję? Odpowiedź jest prosta: Rosja nigdy nie była z nami. Gorbaczow i Jelcyn byli w głębi duszy liberałami. Ale to wcale specjalnie nie zbliżyło Rosji i Zachodu.

Jakie jeszcze głosy słychać za Wielką Wodą?


Wszyscy ze zdziwieniem odkrywają, jak bardzo przeoczyli program rozwoju Unii Euroazjatyckiej ogłoszony przez Putina. Wiemy, że on nie ma szans na realizację. Ale póki co idea ta zablokuje marsz na Zachód takich państw jak Ukraina, Gruzja czy Mołdawia. Nie bardzo sobie potrafię wyobrazić, że UE i USA będą w stanie z determinacją twardo grać o te państwa. A tylko taka opcja wchodzi w grę. Państwom z Europy Środkowej było łatwo dołączyć do struktur Zachodu, bo nie miały geopolitycznego przeciwnika. Na wschodzie Europy realia są zupełnie inne.

Przegra też Zachód. Bo po raz kolejny nie wyciąga żadnych lekcji z nieodległej przecież historii. Bo czubek własnego nosa co niektórych państw, a nawet nie państw, a lobby gospodarczego, zmusza premiera Tuska do takich sformułowań o „innej wrażliwości”, podczas gdy dla nas jest to autentycznie kwestia bezpieczeństwa. Przegranym będzie NATO, bo członkowskie państwa zagrożone nie mają żadnych podstaw, aby dalej wierzyć, że „miękka siła” zadziała. Ani że zobowiązania sojusznicze mają głębokie podstawy. Zaczną więc inwestować w obronę swojego własnego terytorium, co Polska przecież już od jakiegoś czasu robi. Kosztem wspólnej polityki bezpieczeństwa, czy świetnie brzmiącego, ale niemającego pokrycia w rzeczywistości „pooling and sharing”.

Kto jeszcze straci?

Przegranym będą Stany Zjednoczone, bo od dłuższego czasu praktyczna realizacja zwrotu ku Azji im nie wychodzi. A to Bliski Wschód się w międzyczasie upomni o amerykańskie przywództwo, a to Europa wraca do dawnych problemów terytorialnych. „Abdykacja” ze światowego przywództwa i skoncentrowanie się tylko na wybranych problemach niesie za sobą bardzo poważne konsekwencje. I jest znacznie trudniejsza niż się Obamie wydawało.

Inaczej mówiąc, dla wszystkich stron konfliktu świat stanie się gorszy.

*Bartłomiej E. Nowak – politolog, doktor nauk ekonomicznych. Stypendysta Transatlantic Academy w Waszyngtonie. W latach 2010-13 dyrektor wykonawczy Centrum Stosunków Międzynarodowych w Warszawie.

**Aleksandra Kaniewska – analityczka ds. polityki zagranicznej w Instytucie Obywatelskim, absolwentka Modern Japanese Studies na Uniwersytecie Oksfordzkim, publicystka.
Trwa ładowanie komentarzy...