Farażyzacja Brukseli

Brytyjczycy wysyłają polityków UKIP do Brukseli jako sarkastyczną akcję dywersyjną

„Nieuniknioność europejskiej integracji kończy się dzisiaj!“. Tak tryumfalnie podsumował swój wyborczy sukces Nigel Farage, lider UKIP, brytyjskiej skrajnej prawicy. Zabrzmiało to jednocześnie jak ostrzeżenie i obietnica. Farage nie posiadał się z dumy. Jego uśmiech – jak zawsze szeroki – od wczorajszego wieczora otwiera większość brytyjskich portali i gazet. Media w całej Europie już ogłosiły go największym wygranym wczorajszych wyborów europejskich, zaraz obok Francuzki Marine Le Pen i jej rasistowskiego Frontu Narodowego, który zgarnął prawie 25 proc. wszystkich głosów (wyśle więc do PE ponad 20 posłów).



Wielka kumulacja

2014 rok stał się właśnie dla Farage’a i jego eurosceptyków momentem wielkiej kumulacji. Zdecydowanie wygrali wybory do Parlamentu Europejskiego – na polityków tej partii zagłosowało 27,5 proc. Brytyjczyków, co pozwoli wysłać do Brukseli kontyngent 23 europosłów (cała brytyjska reprezentacja to 73 osoby).

Na drugim miejscu, z wynikiem 25,4 proc., uplasowali się laburzyści, wciąż lekko prowadzący w sondażach przed wyborami parlamentarnymi (ale których przywódca, Ed Miliband, ma coraz gorszą prasę i coraz więcej pretendentów do zrzucenia go ze stołka lidera). Z kolei torysi spadli na trzecie miejsce, osiągając wynik około 24 proc. Zarówno Partia Pracy, jak i Partia Konserwatywna, oddelegują do PE po 18 posłów.

Największą porażkę w tych wyborach zaliczyli Liberalni Demokraci, których przywódca, Nick Clegg, odważnie i z klasą zmierzył się w trakcie kampanii z Nigelem Farage w debacie europejskiej. Przegrał i debatę, i wybory, a być może przegra też wewnętrzną walkę o władzę – aż 200 działaczy partii podpisało się pod listem domagającym się jego odejścia. W wyborach do PE liberałowie spadli bowiem na piąte miejsce w tabeli, z wynikiem 7 proc. plasując się nawet poniżej Partii Zielonych, która uzyskała mocne 8 proc.

Sarkazm polityczny

Sukces Farage‘a będzie gigantycznym trzęsieniem ziemi nie tylko brukselskiej, ale przede wszystkim brytyjskiej. Po raz pierwszy od ponad stu lat wyborów nie wygrała bowiem jedna z dwóch głównych partii, ale formacja alternatywna, partia protestu i buntu, z kilkunastoletnim zaledwie rodowodem (powstała w 1993 r. jako reakcja kilku antyfederalistów na podpisanie przez kraje UE traktatu z Maastricht).

UKIP – czyli Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa – od początku określała się jako „demokratyczna partia libertariańska”, a jej statutowym celem było wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Nigdy nie wiodło jej się w wyborach narodowych – do dziś nie ma w brytyjskim parlamencie ani jednego posła. Czym innym było jednak dopuszczenie eurosceptyków do rządzenia krajem, a czym innym wysłanie ich jako akcji dywersyjnej do Europy. Brytyjczycy słyną przecież z sarkazmu. Być może dlatego w kolejnych wyborach europejskich siła UKIP rosła. W 1999 r. partia uzyskała 7 proc. głosów i 3 mandaty, w 2004 r. – już 16,1 proc. głosów i 12 mandatów, zaś w 2009 16,5 proc. głosów i 13 mandatów.

Antyunijna rewolucja?

Co dalej z największą antyunijną rewolucją na Wyspach? Przypomnijmy: główną idee fix 48-letniego Farage’a, byłego maklera giełdowego, dawnego członka Partii Konserwatywnej i fana Margaret Thatcher jest wyprowadzenie Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej na szerokie wody globalnej polityki. Farage argumentuje, że Wyspy są wystarczająco silne – politycznie, ekonomicznie i kulturowo – żeby konkurować z rosnącymi potęgami Chin, Indii czy Brazylii. Chce, żeby jak najszybciej przeprowadzono referendum „in-or-out”, które pozwoli Londynowi pożegnać się z Brukselą. To jednak cel, o którym może pomarzyć tylko wtedy, kiedy będzie miał jakąkolwiek reprezentację w parlamencie. Albo wtedy, kiedy wybory w 2015 r. wygra David Cameron, który referendum obiecał Brytyjczykom już dawno. Być może dlatego po swoim wielkim wyborczym sukcesie Farage uderzył retorycznie w Eda Milibanda i Nicka Clegga, ale oszczędził samego premiera.

Na razie więc zostaje mu Europa. I tu pojawiają się kolejne pytania: czy populistycznemu politykowi uda się „sfarażyzować” Unię? Na pewno nie brakuje mu determinacji. Świadczą o tym nie tylko jego charyzmatyczne przemówienia, ale i życiorys. Słynący z kolorowych krawatów i pasiastych garniturów Farage trzy razy był już na skraju śmierci. Pierwszy raz w wieku 20 lat, kiedy zdiagnozowano u niego raka jąder. Później, kiedy prawie zginął w poważnym wypadku samochodowym. I ostatni raz w dniu wyborów parlamentarnych w 2010 r., kiedy awionetka, którą leciał na wyborczy wiec, rozbiła się na polu w Hinton-in-the-Hedges. Media obiegły wtedy zdjęcia półprzytomnego i zakrwawionego Farage’a, którego wyciągano z wraku owiniętego we flagę UKIP. – „Farage jest niezniszczalny. Dla Brytanii zrobi wszystko” – orzekli wtedy jego wielbiciele.

Wieża Babel

Co dalej z postulatami ekscentrycznego polityka i jego niezdyscyplinowanych wyznawców, czas pokaże. Jedno jest pewne – zarówno Unię Europejską, jak i samą Brytanię, czekają w najbliższych miesiącach ostre turbulencje. Już na początku lipca do Brukseli przybędzie aż 130 eurosceptyków z różnych krajów – Niemiec, Francji, Danii, Węgier, Grecji czy Polski (dokładne wyniki: niemiecka AfD – 7%, UKIP 28%, Duńska Partia Narodowa 27%, Front Narodowy 25%, 23%, Jobbik 15%, grecki Złoty Świt 9%, Nowa Prawica – 7%).

Czy w tej Wieży Babel będzie możliwa jakaś współpraca, jeden cel? Na razie Nigel Farage, Janusz Korwin-Mikke czy Marine Le Pen mówią wspólnym, antyunijnym głosem. Ale kiedy pojawią się konkretne problemy do rozwiązania, rezolucje do przyjęcia, zgoda nie jest już taka pewna.

Niespokojnie będzie też w brytyjskiej polityce. Obie duże partie muszą powalczyć o odzyskanie zaufania wyborców przez zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi. Wcześniej zaś ważyć się będzie los zintegrowanego Zjednoczonego Królestwa – bo wynik jesiennego referendum niepodległościowego w Szkocji wcale nie jest przesądzony.

*Aleksandra Kaniewska – analityczka ds. polityki zagranicznej w Instytucie Obywatelskim, absolwentka Modern Japanese Studies na Uniwersytecie Oksfordzkim, publicystka
Trwa ładowanie komentarzy...